Witam

Gdy przeszło półtora roku temu dowiedziałem się od koleżanki, podczas wycieczki w Bieszczady, o śmierci Kingi wprawiło mnie to w wielki smutek. Podróż Kingi i Chopina była dla nie wielką inspiracją. Gdy w 2004 r. czytałem fragmenty dziennika Kingi z początkowego okresu ich podróży po USA odnajdywałem w tej lekturze siłę i zachętę. Sama świadomość, że 25-letnia dziewczyna (a więc młodsza niż byłem w trakcie lektur) wraz ze swoim towarzyszem wyruszyła z taką odwagą w podróż po całym świecie była dla mnie objawieniem. Był to dowód, iż są ludzie mający odwagę realizować swoje marzenia. Był to przykład, z którego warto było czerpać. Przykład, że warto zdobyć się na odwagę do realizacji tego czego w życiu pragniemy, odnalezienia swojego miejsca w świecie.

Po wielu miesiącach również i ja zdecydowałem się na swoją podróż. Na rezygnację z pracy i wyjazd. Przykład Kingi był dla mnie bardzo ważny przy podjęciu tej decyzji. I to nie tylko mentalnie ale również praktycznie. To dzięki jej dziennikowi poznałem organizację Servas i sam tak jak ona nocowałem u servasowych hostów.
Najbardziej chyba wymowne  jak bardzo Kinga mnie zainspirowała jest to, że na pulpicie swojego komputera ustawiłem zaczerpnięte z jej strony internetowej zdjęcie lotni w locie. Były tam też jej słowa „Życie jest marzeniem. Spełni je.” Każdego dnia, gdy patrzyłem na to zdjęcie rosła we mnie odwaga.

Wprawdzie moja podróż nie przyniosła oczekiwanego spełnienia i zakończyła się tylko połowicznym sukcesem, to jednak był to jeden z przełomowych punktów w moim życiu. Dlatego o Kindze będę zawsze pamiętał.

Jednak czas płynie i wspomnienia powoli bledną i się zacierają.

Gdy dowiedziałem się, że Kinga zmarła z jednej strony chciałam poznać więcej okoliczności, lecz z drugiej smutek sprawiał, iż ciągle odkładałem ten moment. Do dziś. 
Dziś ( 01.01.2008 ) o Kindze przypomniał mi młody autostopowicz, którego podwiozłem. Podobnie jak ja wracał z Jasnej Góry, gdzie spędził Sylwestra. Rozmowa toczyła się na różne tematy. Między innymi wspominałem swoją wyprawę z przed lat. I padło wówczas z moich ust słowo Servas, a mój pasażer wspomniał, że niedawno czytał o tym w książce Kingi i Chopina pt. „Prowadził nas los”. Dodał, że ta książka zrobiła na nim wrażenie i zainspirowała do przyszłych własnych podróży. Dopiero ode mnie dowiedział się, że Kinga odeszła. Zasmuciło go to. Mnie zaś po powrocie do domu skłonił do odwiedzenie strony Kingi i zadumy.
Finał wszystkich podróży Kingi pokazał mi, co tak naprawdę znaczy odwaga do spełniania się. To nie tylko odwaga do przezwyciężania stereotypów, do pokonywania własnych ograniczeń, ale do podjęcie prawdziwego ryzyka. W końcu chodzi o nasze życie, a więc ono jest stawką – to nasze życie kładziemy na szali, gdy dokonujemy wyborów.

Sądzie, że wiele osób, które nigdy na to się nie zdecydowały ma w swoich podeszłych latach poczucie rozczarowania, roztrwonienia życia. Niespełnienia, któremu co gorsza już za pewne nie można zaradzić – a to tyko potęguje poczucie beznadziejności.
Kinga zapewne wiedziała, iż w Afryce jest wiele niebezpieczeństw w tym śmiertelne choroby. Mimo to nie ulękła się.

Los Kingi i finał jej życia pokazał mi co to znaczy odwaga i unaocznił, że chodzi o nasze życie. Ja sam w tym roku zapewne będę musiał podjąć odważne decyzje. Będę wówczas wspominał Kingę.
Na koniec dodam, że moja dzisiejsza rozmowa ze studentem - autostopowiczem pokazała, iż Kinga jest wciąż żywa dla wielu osób. Dla tych osób, które sięgają po lekturę jej wspomnień ona wcale nie umarła. Przeciwnie - jawi się jako najbardziej realny punkt odniesienia. Jest nawet inspiracją. Była przecież jedną z nas, była osobą nam współczesną, której życie toczyło się dosłownie równolegle z naszym. Napisała swoim życiem piękną historię – która jak wiemy, w odróżnieniu od baśni, zdarzyła się naprawdę. Nam też może się przydarzyć.  

Myślę, że to co jest ważne w ostatecznym rozrachunku to to jak człowieka wspominają inni ludzie. Jaki zapisał się w ich pamięci, czy był dla nich kimś ważnym. To pokazuje jakie było nasze życie: pełne czy może puste. Znaczenie jakie Kinga odegrała dla wielu osób, w tym również dla tych, którzy tak jak ja nigdy jej osobiście nie poznali, tylko utwierdza w przekonaniu, że żyła pięknie i pełnią życia. Żyła nie tylko dla siebie lecz również dla innych ludzi.

Piotr Kurek , Warszawa, 31 lat

 

Zmieniony ( Wtorek, 08 Marzec 2011 07:24 )