Życie obozowe
Mnóstwo przygotowań za nami, nadszedł dzień wyjazdu. Zbiórka o 7:00 przed biblioteką. Większość przychodzi punktualnie, pozostali dzieci schodzą się przez kolejną godzinę.  W końcu cały nasz ekwipunek już na tarasie i przy drodze pod palmą, ci co wyjeżdżają przebrani w fundacyjne koszulki i spodenki. Czekając na autokar bawimy się w integracyjne zabawy z wolontariuszkami z Niemiec, potem krótka odprawa i pamiątkowe zdjęcie. 
Większość bagażu wędruje na dach. Każdy ma swoje miejsce (tutaj to luksus ) 26 dzieci, Kofi, Mary, 2 wolontariuszki, Amina i jej 2 synków oraz John – wujek Malaiki. Wesoły autobus rusza. Od momentu zbiórki do wyjazdu minęły dwie godziny, więc ledwo ruszamy wszyscy chcą jeść. Bagietki co miały być na lunch jemy na śniadanie, potem banany… mijamy zakorkowaną Akrę i docieramy do skrzyżowania, gdzie powinniśmy skręcić w lewo, w stronę Akasombo – tego byłam pewna do tej chwili. Jedziemy jednak nadal prosto na wschód, czyli zamiast się zbliżać w stronę gór to się oddalamy. Kofi jest jednak przekonany, że jedziemy dobrze i dociera do mnie, że prawdopodobnie w ogóle nie potrafi czytać mapy, a poczucie odległości jest czymś całkowicie względnym dla Afrykańczyka.
 
obozowisko      gotowi do drogi
 
Warsztaty rękodzieła
Region Volta słynie z kente- ręcznie tkanych pasków materiału, które później zszyte tworzą materiał kente. Szyje się z nich tradycyjne afrykańskie stroje. W Anlo Afiadenyigba jest wiele takich warsztatów. Odwiedzamy jeden z nich. Nie tylko dzieci ale i trenerzy z zainteresowaniem próbują skomplikowanej sztuki tkania. Nie jest to proste. By zostać samodzielnym tkaczem, średnio trzeba około roku praktyki. Czym wzór bardziej skomplikowany tym cena materiału droższa. Zależy ona jeszcze od rodzaju nici. Do jednego z afrykańskich tańców powinien być właśnie kostium z kente, ale tu jest zbyt drogi dla nas.
 
 warsztat Kente1     
 
Volta Region
Po 6 godzinach zjeżdżamy z głównej drogi i wkrótce docieramy do miejscowości – Anlo Afiadenyigba. Wybieramy najlepsze miejsce na obóz - piasek i palmy. Dzieciaki podekscytowane. Rozłożenie małych namiotów nie sprawia kłopotu. Trudniej poradzić sobie z większymi, tym bardziej że części podczas druku napisów FREESPIRIT zostały niefortunnie pomieszane, gdzieś zapodziały się niektóre instrukcje. Na szczęście mamy wolontariuszy, a John ma zmysł konstrukcyjny. Ostatnie namioty rozbijamy po ciemku. Obozowisko wygląda imponująco. Przed nami cały tydzień... 
Amina odpowiedzialna za prowiant i gotowanie. Każdy dzień rozpoczyna się tu modlitwą, oddaniem Bogu. Ghana to wyjątkowo religijny kraj i nie ważne do jakiego kościoła kto należy – katolickiego, metodystów, baptystów czy jest muzułmaninem. Różne odłamy religii i tak pomieszane są tu z afrykańskimi wierzeniami. Potem poranny trening, nauka elementów tańca lub konkurencje sportowe. Prysznic. Najpierw kolejka do studni, potem pomieszczenia co nazywamy prysznicem. Pomimo tego, że dzieci korzystają z niego w grupach trwa to długo. Gdyby nie wizja śniadania to dyskusje w prysznicowym pomieszczeniu trwałyby pewnie do południa. Wieczorem rytuał mycia się powtarza. A w międzyczasie pranie, sprzątanie i zabawy. Dzieci chętnie pomagają we wszystkim. 
Staramy się wprowadzać do diety świeże pomidory i surówki, ale nie okazuje się to proste. Dzieci nie są przyzwyczajone do warzyw. Warzywa w Afryce są drogie. Smak arbuza jest też nowością dla dzieci. Banku z groundnut soup jest najlepszą potrawą i tak jak Kofi mówił rzeczywiście jest to specjalność tego regionu i jego mamy. Padający deszcz spowalnia obozowe życie. Część namiotów przemaka, mokre ubrania, maty, ale nikt nie chce przenieść się na noc do domu naszych gospodarzy. Gdy tylko wychodzi słońce zaczyna się suszenie i porządki. Przyjemnie jest na obozie z tak dobrze radzącymi sobie dziećmi. Trenerzy- Kofi i Marry spisują się znakomicie. Program obozu bogaty, zajęć dużo i różnorodne. 
W ostatnią noc dzieciaki zaskakują wymalowanymi buziami pastą do zębów. Czyżby te same pomysły miały dzieci na całym świecie? A może zaskakujący przepływ informacji, kultury, obyczajów...
 
Warsztaty taneczne i występy
Codzienne treningi to główny cel obozu. Za nami wyjątkowo udane warsztaty taneczne z lokalnym zespołem. Dostajemy zaproszenie, by Zespół  Freespirit wystąpił  dla lokalnej społeczności. Na głos bębnów ściągają zainteresowani w różnym wieku.  Tłum widzów jest dla nas najlepszą nagrodą za całą włożoną pracę. Program długi i jest już ciemno podczas ostatnich kilku tańców. Publiczność do końca  zainteresowana i to jest dowodem jak ważne jest wspieranie afrykańskiej kultury. 
 
Wakacyjny projekt obejmuje również promowanie prawach dziecka. Przygotowujemy w grupach inscenizacje na zadane tematy. Powstają ciekawe scenki z dobrą grą aktorską. Rewelacyjny Fena wciela się w różne postacie. W Afieney kolejny występ dla lokalnej społeczności. Miła niespodzianka – ktoś stawia koszyk i co jakiś czas przybywa kilka Ghana Cedis. Liderzy naszego zespołu podejmują decyzję - za zebrane fundusze dla każdego po lodzie, a reszta na naprawę bębnów, wymianę pękniętej skóry. Ale by drugą część zrealizować trzeba jeszcze do tego sporo dołożyć. Przydałyby się też własne djembe...