Paszporty, wizy, tradycyjne kostiumy, fundacyjno-afrykanskie koszulki, fundusze na bilety … by przygotować Zespół do udziału w międzynarodowych festiwalach do załatwienia mnóstwo spraw nie tylko w Polsce, ale i w Ghanie. Jadę do Moree na cały maj. 

Zakupy w Art Centre w Akrze. To miejsce, które każdy kto jest w Ghanie powinien zobaczyć. Miejsce marketu rozległe, atmosfera niesamowita. Każdy sprzedawca chce naciągnąć na zakup i oczywiście proponuje wygórowaną cenę. Z trenerem Benjaminem szukamy odpowiedniej skóry do bębnów, kupujemy materiał kente i specjalną trawę rafia na kostiumy i kilka kozich skór. Negocjacje co do ceny w każdym miejscu zajmują dużo czasu i wymagają specjalnej taktyki, by okazały się skuteczne. Oglądamy bębny i podejmujemy wstępną decyzję o zamówieniu 2 kompletów.  Kupuję do biblioteki piękną batikową mapę Afryki i kilka koszulek z afrykańskimi nadrukami.

Wykonujemy tradycyjne stroje z zakupionej rafii i skór. Pomaga mi w tym John – wujek Malaiki, a dzieci robią dziurki w skórze i muszelkach zebranych nad oceanem. Dekorujemy nimi wykonywane spódniczki. Benjamin naprawia bębny. Wymiana skóry wymaga sporo umiejętności i dużej siły, ale już chłopcy, nasi młodzi bębniarze z przyjemnością asystują i jest to pierwszy krok by nauczyć się tej profesji. Z materiału kente zamawiam już szycie strojów u pobliskiej krawcowej (co oznacza jednocześnie, że damy jej zarobić) . Wszystko zajmuje czas. W afrykańskich warunkach wiele spraw trwa zadziwiająco długo, choć stroje powstają szybko.

 

Trwają systematyczne treningi. Grupę trenuje Benjamin i Jerome – trenerzy z Akry. Na krótko wrócił do nas Kofi.

Umawiam wyjazd z Zespołem do Anomabu Beach Resort. Tam robimy sesję zdjęciową w nowych już strojach.

Trening nad ładną plażą, gdzie podczas przerwy można już swobodnie poszaleć, wykapać się, czy pobawić, wśród palm jest zawsze motywujący i daje dzieciom dużo radości. Choć z powodu braku turystów nie umówiliśmy się na występ nawet za małe honorarium to i tak grupka zainteresowanych momentalnie się zebrała. Zawsze widownia dodaje energii, a ja dziwię się skąd jej tyle. Oczywiście dzieciaki się podobają! To jest okazją, by turyści powrócili z Ghany dzięki naszemu Zespołowi Freespirit z afrykańskimi akcentami. To ważne, by inwestować w ginącą kulturę

Szukamy sposobów jak przyspieszyć uzyskanie paszportów. W tej sprawie jadę dwa razy z Moree do Akry. Cierpliwie uzupełniamy dokumenty, bo wciąż proszą o jakieś nowe pisma. Podobno chcą być pewni, że cel wyrabiania paszportów jest godny ich wystawienia i dzieci nie zostaną wywiezione za granicę do seks biznesu czy w innym nielegalnym celu. Kompletujemy dokumenty potrzebne do złożenia wniosków o wizy zgodnie z „check-list” w ambasadzie holenderskiej, bo tam obywatele Ghany mogą się starać o wizy Schengen. Potem Zespół czeka wyjazd grupowy do Akry na interview. Wspiera nam Samuel Appiah- szef organizacji African Culture and Development. Odwiedzamy razem Ministerstwo Kultury w Akrze.

 

Wierze, że nasze wysiłki już wkrótce zaowocują.

Krystyna Choszcz