Nie wiadomo dokładnie ile jest dzieci w Moree, bo większość jest nie zarejestrowana i nie posiada aktu urodzenia. Właściwie w Moree to prawie żadne. Wiele dzieci ma inne nazwiska niż jego rodzice. Sporo dzieci ma europejskie imiona, drugie zaś imię lokalne. Dokładnie też nie znana jest pisownia nazwiska, a czasami też imienia. Jeśli dziecko zostaje zapisane do szkoły to nauczyciel zapisuje tak jak uważa, kolejny może zapisać inaczej. Podobnie jest z wiekiem dziecka. Z reguły określa wiek dziecka nauczyciel lub pielęgniarka „na oko” wystawiająca kartę medyczną w miejscowym szpitalu . Tylko nieliczni rodzice pamiętają, kiedy dziecko się urodziło. Trudno się dziwić. Rodzice, którzy mają liczne potomstwo, którzy nigdy nie chodzili do szkoły, nie przywiązujący wagi do kalendarza i mijanego czasu, nie znają roku urodzenia ich dziecka. Kojarzą czasami to wydarzenie z czymś konkretnym, co wówczas się wydarzyło, znają kolejność z jaką dzieci przychodziły na świat. Lokalne imię powie nam w jakim dniu tygodnia dziecko przyszło na świat.

 

Porody w miejscowym szpitalu odbiera miejscowa pielęgniarka – akuszerka. W szpitalu są przeprowadzane obowiązkowe i darmowe szczepienia przeciw różnym chorobom. Jednak warunkiem jest posiadanie karty co wiąże się z kosztami.


Nie wiadomo też jaka jest dokładnie śmiertelność dzieci, bo większość kobiet rodzi w domu, najmłodszym dzieciom nie wyprawia się pogrzebów. Zostają pochowane według tradycji na własnym podwórku. Z reguły nie wiadomo też co było przyczyną śmierci dziecka – malaria, złe duchy czy nagłe zerwanie kręgu szyjnego co zdarza się tu noworodkom, gdy niedoświadczona matka zbyt szybko lub nieuważnie zacznie nosić dziecko na plecach. Zawsze śmierć jest wytłumaczona jakąś siłą i wolą Boga.


Choć o noworodki i maleńkie dzieci dba się z pozoru troskliwie tu nie jest znane tu takie słowo jak higiena.

Zachowuje się stare zwyczaje, z których niektóre są mądre i dla dobra dziecka, a inne wręcz przeciwnie. Pięknym zwyczajem jest w tej kulturze to, że młoda matka, posiadająca pierwsze dziecko przez pierwsze trzy miesiące musi chodzić ubrana na biało. Dopuszczalny też jest biały materiał z czarnymi wzorkami. Taki strój obowiązuje zarówno w domu jak i podczas wyjść. To mądry zwyczaj, bo wiadomo że białe ubrania muszą tu być prane codziennie, więc zmusza to kobietę do zachowania czystości przy noworodku. Natomiast okropnym zwyczajem jest robienie gorących okładów noworodkowi, by zapewnić zrośniecie się ciemiączka. To prowadzi do bolesnych oparzeń delikatnej skóry dziecka.


W jednym pokoju w Moree przeciętnie mieszka około 6 osób. Pokój to małe jedyne pomieszczenie licznej rodziny, które jest pokojem dziennym, sypialnią i kuchnią zarazem w porze deszczowej. Takie pomieszczenie nie ma najczęściej moskitiery w oknach i zabezpieczenia przed wlewaniem się deszczu do środka. Ubrania trzyma się przerzucone na rozciągniętym sznurku, belce lub każdy w swojej plastikowej torbie. Na noc rozkłada się na betonową podłogę maty do spania, czasami zapala lampę naftową, gdy trzeba coś jeszcze przy małym dziecku zrobić. W tych warunkach nikt nie zliczy ilości chorób i nie poda dokładnej śmiertelności dzieci.


Po podwórku chodzą kozy, kury, pomiędzy tym inwentarzem chodzą na czworakach przez nikogo nie pilnowane małe dzieci. Tu dziecko ma dużo swobody, a zarazem zna swoją pozycję. Młodsze musi słuchać się starszego, a starsze jeszcze starszego. To najstarsze z rodzeństwa tak jak było wykorzystywane kiedyś do pracy, teraz często wykorzystuje młodsze rodzeństwo czy kuzynostwo, bo to jedna rodzina.


W naszej kulturze w dzisiejszych czasach jest zwyczajnym widokiem i zarazem akceptowalną metodą wychowania dziecka ( czyli przygotowania do dorosłego życia) - matka zmywa, sprząta, a dzieci się bawią. W Afryce jest odwrotnie, to dorośli wypoczywają w cieniu oddając się zażartym dyskusjom, a w tym czasie dzieci dźwigają ciężkie baniaki z wodą, zmywają, sprzątają. Tu nie jest to wykorzystywanie dzieci, a przygotowanie ich do dorosłego życia. Jednak, gdy już dorosną to nie będą wykonywać tych prac - będą to robić ich dzieci . I tak wygląda życie dziecka. W związku z tym, że wszelkie prace w Afryce wykonuje się bez pospiechu to i dzieci maja pomimo pracy sporo czasu na swobodę i nudę. Chłopcy szczególnie rodzin mieszkających bliżej oceanu dużo czasu spędzają beztrosko baraszkując na plaży. Zajmują się też wyławianiem małży czy innych owoców morza. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Są również rodziny w Moree, które się troszczą o przyszłość swych dzieci i nie pozwalają na beztroskie zabawy chłopców i pilnują mocno dorastających dziewczynek. Oby zbyt wcześnie nie zaszła w ciążę. Nieliczni rodzice mogą posłać swoje dzieci do szkoły w Cape Coast, gdzie poziom nauczania jest dużo wyższy, gdzie nauczyciele mają kwalifikacje. Powód – wysokie czesne, a dodatkowe koszty to transport. Dziecko – to pieniądz.


Większość dzieci nosi zakupione tanio na licznych second hands straganach w Cape Coast zachodnie ubrania.

Tylko czasami można zobaczyć tu dziewczynkę w tradycyjnej sukience uszytej z lokalnego materiału lub chłopca w afrykańskim batiku. Powód prosty – taki lokalny strój jest o wiele droższy niż sprowadzane z Europy ciuchy. Do kosztu materiału trzeba doliczyć koszt szycia. Ta sytuacja powoduje kolejne ubożenie lokalnych producentów i rodzin utrzymujących się z krawiectwa. Niewielki zarobki dają przede wszystkim sukienki szyte do kościoła, na „ funeral” i szkolne mundurki.


Piękne afrykańskie fryzurki dziewczynek to też nie specjalność tak ubogiej miejscowości jak Moree. Ze względu na zachowanie higieny w większości szkół obowiązuje tu ścinanie na zero lub zachowanie tylko 2 mm długości włosa.

Długie włosy wymagają dodatkowego dbania i funduszy. Misternie plecione warkoczyki wykonuje się w zakładach fryzjerskich. One również oferują nastolatkom i kobietom tak modne obecnie prostowanie kręconych włosów.


Codzienne czynności i dbanie o wygląd zajmują sporo czasu. Pranie, prysznic ( raczej mycie ) , misterne fryzurki... dlatego i w Moree można się zadziwić jak w takich warunkach mogą dzieci i młodzież ładnie i po europejsku zarazem wyglądać. Jednak standard życia niewyobrażalnie odbiega od naszego w tym określonym przez mieszkańców miasteczku - Moree - to ryba bez głowy.