Minął rok intensywnych przygotowań, kilka miesięcy organizacji pobytu Zespołu z Moree w Polsce i szukania środków na przelot z Ghany do Polski... Za mną kolejna nieprzespana noc. Pierwsza w Gdańsku przed wyjazdem, druga w Istambule w strefie transferowej i teraz w Akrze spędzona na uzupełnianiu i segregowaniu dokumentów w teczkach dzieci z grupy artystycznej  zgodnie z „checklist visa requirement ”. Dziś omówione interview w Embassy of the Kingdom of the Netherlands.

Opóźnienie wydania paszportów dla 9 młodszych dzieci oraz pisma z Urzędu Edukacji wyrażającego poparcie dla międzynarodowych festiwali organizowanych w Europie i zgodę na wyjazd za granicę uczniów z Moree skomplikowało i opóźniło kolejnych kilka ważnych kroków - ostateczną decyzję o nominacji do udziału w festiwalach, a co za tym idzie ubezpieczenie i rezerwację biletów oraz przyjazd zespołu do Accry dzień wcześniej. Do kompletnej dokumentacji konieczne są pisma ze szkół, a te wymagały pisma z Wydziału Edukacji...

Ulewny deszcz w nocy, podczas którego życie w Moree zamiera i staje się niemożliwe po ciemku, w strugach płynącej wody ze wszystkich wzgórz razem z gliniastą ziemią i ściekami  dotrzeć do biblioteki, opóźnia dotarcie wszystkich na umówioną 3 w nocy.

Bus z dziećmi wyjechał z Moree wcześnie rano - to dobra wiadomość.

Czekam ze spora gromadką innych aplikujących przed bramą na jej otwarcie. Godziny na interview naszej grupy od 8:15, dla każdego przeznaczone jest 15 minut przy jednym z okienek.

Gdy zbliża się 8:15 co chwilę ktoś się mnie pyta „ Where are your children ? ” i odpowiadam zgodnie z prawdą, i coraz bardziej zaniepokojona - Utknęli w korku. Mijają kolejne minuty, mija godzina a ja nie mam innych wieści od tych, ze bus z dziećmi zbliża się do Accry w żółwim tempie z powodu gigantycznego korka. Staram się z afrykańskim zwyczajem przyjmować niefortunną sytuację ze spokojem, ale jak to możliwe, gdy coraz mniej staje się prawdopodobne otrzymanie wiz.

Nie ma mnie na liście umówionych spotkań, więc będę mogła wejść do ambasady, gdy pojawi się choć jedna osoba z naszej listy. O 9 :15 czyli z godzinnym spóźnieniem przyjeżdża trener – Ben. Udało mu się ominąć korki korzystając z jakiegoś motoru. Oczywiście można sobie wyobrazić nastawienie konsulatu do nas. Musimy czekać na dotarcie całej grupy. Dzieci pojawiają się za kolejną godzinę. Choć cieszę się na ich widok, to trudno radość w takiej sytuacji okazać. Wiem jednak, że to one ponoszą tu najmniejszą winę za tak duże spóźnienie.

Problem z busem i kierowcą, który już z drogi do Accry zawraca do Moree, by zabrać swoją siostrę z rybami na bazar, ( taka sytuacja u nas wydaje się całkiem nieprawdopodobna ) i gigantyczny korek, pomimo otwartej od pół roku nowej drogi ...tyle różnych niefortunnych zbiegów okoliczności.. i czekając na cud zastanawiam się nad myślą - „ nic nie dzieje się bez powodu ” .

 - Nie widzę powodów by zostawać po godzinach, wasz czas interview minął – to odpowiedź pracownika ambasady.

Faktycznie nie ma już technicznej możliwości, by każdemu dziecku poświecić regulaminowe 15 minut Czekamy do zamknięcia urzędu i z ciężkim sercem, żalem, zawiedzeniem opuszczamy ambasadę. Nie do wszystkich dzieci jeszcze to dociera, że straciły szansę wyjazdu, no bo jak godzina czy dwie spóźnienia mogą mieć tak duże znaczenie. Nie ma tez już wolnych kolejnych terminów dających Zespołowi możliwość odbycia koniecznego  interview do otrzymania wiz.

Zanim wsiadamy do busa, mówię o tym jak ważny może być w życiu człowieka rok, miesiąc, dzień, godzina, minuta... Życzę, by to doświadczenie stało się lekcją odpowiedzialności i odpowiedniego traktowania danego czasu. Może teraz już ta garstka afrykańskich dzieci będzie wiedziała co znaczy przybyć na umówione spotkanie na czas i być może ta lekcja będzie miała pozytywny wpływ na ich i nie tylko życie.

Przed nami spotkania z młodzieżą , rodzicami dzieci z Grupy Artystycznej i organizacją Moree Youth. Nie obędzie się bez dyskusji - Kto jest winny spóźnienia ?

Od setek lat sprzedaż ryb dla mieszkańców Moree była najważniejsza i jak biały człowiek może nagle zmienić myślenie mieszkańców rybackiej, afrykańskiej miejscowości, gdzie czas płynie swoim rytmem.

Co dalej ...

Jakie decyzje jako Fundacja powinniśmy podjąć ?

Pozdrawiam słonecznie z deszczowej Ghany,

Krystyna Choszcz