Po sześciu latach kłótni o władzę, już wydawało się, że spór zakończony i tradycyjne władze, król Moree zostanie publicznie uznany. Z tej okazji wznowiono, po jedenastu latach, organizację tradycyjnego tu od lat festiwalu Abangye. Pierwszy dzień to sprzątanie Moree. Wycięto trochę okolicznego buszu, uporządkowano jedyne rondo i posadzono na nim nawet roślinki. Na ulicach pojawili się przebierańcy, a wokół nich gromada dzieci.

 

W sobotę, w dniu kiedy miedzy innymi miał wystapić Zespół Freespirit, Moree obległa uzbrojona policja . Okazało się, że jeden z pretendujących do władzy zwołał policję. Odwołano uroczystości i ceremonie potwierdzające zaprzysiężenie i uznanie tradycyjnego króla Moree. Zakazano działań związanych z tradycją, między innymi występów grup folklorystycznych oraz jakichkolwiek zebrań. W More zapanowala cisza, a na ulicach zrobiło sie pusto.

Niedziela okazała się jednym z ciekawszych dni. Samochody policyjne opuściły Moree i rozpoczął się Abangye według dawnej tradycji. Rożne grupy społeczności przeszły tańcząc i śpiewając wzgórzami Moree, klucząc pomiędzy rybackimi zabudowaniami nad oceanem. Zespół Freespirit też wziął udział w tej paradzie.

A wieczorem, a raczej już w nocy wystąpiliśmy w miejscowym "Cinema Centre" . Na niewielkiej, otoczonej budynkami i pustakami przestrzeni postawiono głośniki wielkości co najmniej dwóch metrów. Ghanijczycy lubią hałas i głośną muzykę. Na imprezę przeszedł tłum i nawet połowa chętnych nie miała możliwości wejścia do środka kina. Zapewne też dlatego zależało organizatorom, by hałasy roznosiły się jak najdalej co przywoływało kolejnych i kolejnych.

Aparat, mały canon, nie wytrzymał hałasu :( Byłoby może wszystko ok, gdyby prowadzący program nie przystawił mikrofonów do i tak głośnych bębnów. Wielka szkoda, bo zbliżają się kolejne okazje do zrobienie ciekawych zdjęć.

Kolejny dzień festiwalu Abangye to impreza na plaży w pobliżu Moree Beach Resort. Na drodze prowadzącej do resortu postawiono szlaban i pobierano opłatę. Zespół Freespirit miał zaproszenie na występ, więc bramkę przeszliśmy bez problemu. Jak się okazało impreza z tym samym nagłośnieniem. Zwalił się tłum, muzyka głośna jak na wielkim stadionie i nie było miejsca , by pomiędzy porozstawianymi mini straganikami (bo wielu chętnych chciało coś sprzedać przy takiej okazji ) mógł gdzieś zatańczyć zespół, bo do tego był przypływ i nie było miejsca na samej plaży. Dzieci potańczyły modny tu taniec azonto i inne disco i dla bezpieczeństwa zwinęliśmy się z tego miejsca.

Ostatni dzień festiwalu odbył się w rybackiej części Moree z widokiem na ocean. Zebrało się mnóstwo ludzi, ile tylko było możliwe się zmieścić na tej przestrzeni, też na dachach i w oknach. Choć nie było tu żadnych służb porządkowych był wyjątkowy porządek. Było spokojnie i ciekawie. Afrykański koloryt strojów i egzotyka tradycyjnych festiwalowych obrzędów. Szkoda tylko, że zdjęć nie mamy i nadal „ Moree to jak ryba bez głowy” jak mówią mieszkańcy o tej rybackiej miejscowości.